„Nas było czterech, a oni wrócili w trzydziestu” – Jan Błachowicz wspomina nieudany wieczór w klubie
Jan Błachowicz opowiedział o jednaj z ulicznych – a w zasadzie klubowych – walk, jakie stoczył za wczesnego młodu.
Tradycją programu MMAJunkie.com jest, że goszczący tam zawodnicy proszeni są o opowiedzenie historii ulicznej walki, w jaką kiedyś się wdali. Nie inaczej było w przypadku Jana Błachowica, który pojawił się w studio MMAJunkie Radio.
Zobacz także: Luke Rockhold twierdzi, że Jan Błachowicz nie lubi kopnięć na korpus
Mam kilka takich historii, ale to było dawno temu. Zanim zostałem zawodowcem. Wszystkie uliczne walki wygrałem.
– powiedział cieszynianin.
Kiedyś pracowałem jako ochroniarz w Polsce. Pięciu gości przyszło do klubu i zaczęli szaleć, więc ich wyrzuciliśmy. Normalny klub, disco. Wyrzuciliśmy ich. Musieliśmy trochę pouderzać, (byli pijani).
Nas było tylko czterech w klubie, a dwie godziny po tym, gdy ich wyrzuciliśmy, wrócili w trzydziestu. Nie daliśmy rady. Skopali nas.
Nie czekali na nic, weszli razem z drzwiami. Stałem gotowy, wyprowadziłem może dwa ciosy, a potem byłem już na dole, zasłaniając się i czekając, gdy się wszystko skończy. Po jakichś dwóch minutach zniknęli – dobra, koniec.
Dopytany przez prowadzących jak historia ta ma się do zapewnień polskiego zawodnika, że nigdy na ulicy nie przegrał, Cieszyński Ksiażę wyjaśnił, co miał na myśli.
To nie było jeden na jednego.
– powiedział.
Solówki zawsze wygrywałem.
Kolejną solówkę polski półciężki stoczy już w sobotę podczas gali UFC 239 w Las Vegas, gdzie stanie w szranki z debiutującym w wadze półciężkiej byłym mistrzem 185 funtów UFC i Strikeforce Luke’iem Rockholdem.
*****
Janek mógł tego suchara nie opowiadać bo Yoel pokonałby 40 I teraz blado wypadł na tle reszty.